Dziwaczny ślub

Nasz ślub był najdziwniejszym ze wszystkich o jakich słyszałam. Na początku muszę zaznaczyć że rozpoczęliśmy od podróży poślubnej.

Znam Krystiana od lat, jako dziecko bawiliśmy się razem w piaskownicy. Potem on wyjechał do Anglii na studia. Gdy wrócił to prawie go nie poznałam. Był tak urzekająco przystojny że zaparło mi dech w piersiach. Tego wieczoru poszliśmy nad jezioro, jak mieliśmy za czasów szczenięcych w zwyczaju. Siedzieliśmy i opowiadaliśmy sobie nawzajem o minionym czasie, podziwiając zachód słońca. Nawet nie zauważyłam kiedy się ściemniło. Rozmawialiśmy emocjonalnie i czułam jak z każdą sekunda stajemy się sobie bliżsi. Nagle Krystian mnie pocałował. Wszystko potem potoczyło się sama nie wiem kiedy. Następnego dnia rano oboje spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyliśmy do Indii. Podróż była czymś zaskakującym dla nas samych. Ten kraj tak znacznie różnił się od Polski, ze miałam poczucie jakbym była w innym świecie. Kolory, zapachy i smaki były dla mnie szokująco nowe i zarazem przyjemne. Przez tydzień rozkoszowaliśmy się przyroda, klimatem i odmiennością kulturową, śpiąc gdzie popadło. Ósmego dnia naszej podroży spotykaliśmy ogromna karawanę która podążała w góry. Bardzo sympatyczny przewodnik karawany zaproponował nam wspólną podróż. Wyruszyliśmy więc z nimi. Droga przez góry byłą długa i fascynująca. Widziałam po drodze dzika i odmienną od naszej przyrodę. Dotarliśmy do szczytu wysokiej góry, z której rozciągał się widok na Indie. Na szczycie rozpościerało się sanktuarium, w którym żyli buddyjscy mnisi. Postanowiliśmy zostać na noc w tym magicznym miejscu.

Na powitanie dostaliśmy od mnichów do wypicie dziwny napar w którym pływały malutkie kwiaty lilii. Smak był słodki i zupełnie inny niż wszystkiego co dotychczas piłam. Pamiętam ze czułam się bardzo lekka i szczęśliwa po nim. Weszliśmy na teren opactwa i oniemiałam. W środku był staw pełen lilii, a bajeczne kolory kwiatów uderzały feerią barw. Na środku była ocieniony budyneczek, porośnięty różami. Miał on wewnątrz sufit podwieszany obity miękkim czerwonym pluszem. Sufity podwieszane w tym miejscu tworzyły wrażenie ciepła i miękkości. Dotrzeć na wyspę można było tylko za pomocą gondoli. Tej nocy wypłynęliśmy tam łodzią i złożyliśmy przysięgę dozgonnej miłości. Wymieniliśmy też wieńce z kwiatów, a Krystian wsunął na mój place srebrny pierścionek z kryształowa lilią na czubku, której środkiem byłą perła. Jesteśmy małżeństwem od 20 lat. Nadal się kochamy – łączy nas pasja i wzajemny zachwyt. Kiedyś wrócimy na te wyspę.

Komentarze i pingowanie jest obecnie wyłączone.

Komentarze są wyłączone.

Powered by WordPress | Designed by: All Premium Themes Online. | Thanks to Top Bank Free Premium WordPress Themes, wordpress themes 2012 and Premium Themes