Chata w lesie, strach w sercu

  • Sharebar

Mieszczuchy mają dziwne podejście do kontaktów z naturą. Z jednej strony jest ona oazą spokoju i naturalnego piękna, z drugiej to nieznana kraina, pełna strachów, ponurych drzew i błyskających w ciemności oczu. Nic nie unaocznia nam tego dysonansu lepiej od instytucji leśnej chatki.

Źródła makabry

W kulturze popularnej wizja osamotnionego domostwa pośród głuszy, z obowiązkową smugą dymu z komina i pohukiwaniem sowy w oddali, została spopularyzowana za sprawą „groszowych” opowieści z dreszczykiem. Wychodząca z tradycji powieści gotyckiej masowa rozrywka dla ludu przetrwała wiele innych tropów literackich, znajdując pod koniec lat 40. stałe miejsce w formie komiksów grozy. Z okładek nie raz straszyli dzierżący okrwawione topory maniacy, po wprowadzeniu tzw. kodeksu Haysa z 1954 roku, w wersji czarno białej. Właśnie takimi historiami zaczytywali się w młodości przyszli reżyserowie, którzy stworzyli w latach 80. nowy, niebywale popularny rodzaj horroru – slashery.

 

Jason i reszta gromadki

Na chorą wyobraźnię twórców wpłynęło wiele czynników: głównie włoskie filmy „giallo”, tak zwane kino eksploatacji i rzecz jasna poluzowanie obyczajów (szalone lata 70.). Faktem jest, że wraz ze zbliżaniem się roku 1980 ekrany zaczęła wypełniać groza znacznie bliższa codziennym realiom. Zamiast pociesznych potworów z gumy, zataczającego się potwora Frankensteina i okutanej bandażami mumii, zaczęli na nas polować maniacy w maskach, za plac swoich okrutnych zabaw wybierając dobrze znane nam przestrzenie. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny, zabójca czyhał nawet w twoim domu, jak w uznawanym za pierwszy film typu „slasher” „Black Christmas” z 1974 roku.

Jednym z większych sukcesów komercyjnych okazał się „Piątek, trzynastego” (1980), wykorzystujący porzucony obóz letni jako arenę krwawych łowów. Okazał się na tyle popularny, że pociągnął za sobą kilka kontynuacji, tworząc postać Jasona Voorheesa. Rok później grupa wizytujących chatę przyjaciół wyzwala demoniczną energię w „Martwym złu”, klasyce kina o leśnych mordach. W następnych latach mieliśmy do czynienia z prawdziwym wysypem filmów o okrutnych zejściach w borach i gaikach, takich jak „The Burning” z 1981, czy „Sleepaway Camp” z 1983 i wielu znacznie mniej budżetowych.

 

Rewizyta

Za sprawą niezliczonych kontynuacji, parodii i ogólnego zmęczenia tematem, filmy typu „slasher” zostały zepchnięte na margines kultury popularnej. Ale ponownie, za sprawą młodzieńczych inspiracji, po roku 2000 zaczęliśmy obserwować powrót do grozy lat 80., tym razem w dwojakiej formie. Z jednej strony mogliśmy wrócić do tych samych filmów za sprawą fali remaków, bezpiecznych inwestycji wielkich studiów. Na ekrany wrócił Jason (w dwóch wersjach) mieliśmy także do czynienia z nowymi wersjami takich tytułów jak „Wzgórza mają oczy”, „Ostatni dom po lewej”, „I Spit on Your Grave” czy w końcu „Martwego zła”. Z drugiej strony podchodzono do tematyki porzuconych w leśnych ostępach nieszczęśników i polujących na nich monstrów w tytułach takich jak „Droga bez powrotu”, „Śmiertelna gorączka” (z tych mniej ambitnych), czy „Blair Witch Project”, który dodatkowo spopularyzował zabieg przedstawiania fabuły pod płaszczykiem „prawdziwych zdarzeń”.

 

Ostatnie lata to dla horroru postmodernistyczna zabawa z tropami i paradygmatami. Mamy więc komediowe ujęcie sprawy w norweskim „Dead Snow”, gdzie odpoczywających narciarzy atakują ożywieni naziści, czy „Dale & Tucker vs Evil” w którym po raz pierwszy widzimy horror z punktu widzenia tych „odrażających”, zacofanych wieśniaków. Jednak ostateczną i niejako kończącą pewien etap dla zestawu leśnych strachów zabawę zaproponował Joss Whedon w swoim, znacząco nazwanym, „Domu w głębi lasu”. Zarówno fani klasycznych opowieści z lat 80., jak i szukających nowych rozwiązań mogli przejrzeć się niczym w lustrze własnych strachów, żegnając je niczym starych znajomych. Czy to koniec tego rodzaju rozrywki?

 

Tak długo jak istnieje pozbawiony współczesnego szumu świat, tak długo jak stoi opatrzona w kominek leśna chata, tak długo jak noc jest ciemna i pełna tajemnicy, tak długo będziemy wysyłać do zbitego z bali domku kolejne zastępy ofiar. Bo strach to to co Nieznane, a kto z nas do końca wie co się dzieje w mrocznych ostępach.

Mieszczuchy mają dziwne podejście do kontaktów z naturą. Z jednej strony jest ona oazą spokoju i naturalnego piękna, z drugiej to nieznana kraina, pełna strachów, ponurych drzew i błyskających w ciemności oczu. Nic nie unaocznia nam tego dysonansu lepiej od instytucji leśnej chatki.

Źródła makabry

W kulturze popularnej wizja osamotnionego domostwa pośród głuszy, z obowiązkową smugą dymu z komina i pohukiwaniem sowy w oddali, została spopularyzowana za sprawą „groszowych” opowieści z dreszczykiem. Wychodząca z tradycji powieści gotyckiej masowa rozrywka dla ludu przetrwała wiele innych tropów literackich, znajdując pod koniec lat 40. stałe miejsce w formie komiksów grozy. Z okładek nie raz straszyli dzierżący okrwawione topory maniacy, po wprowadzeniu tzw. kodeksu Haysa z 1954 roku, w wersji czarno białej. Właśnie takimi historiami zaczytywali się w młodości przyszli reżyserowie, którzy stworzyli w latach 80. nowy, niebywale popularny rodzaj horroru – slashery.

Jason i reszta gromadki

Na chorą wyobraźnię twórców wpłynęło wiele czynników: głównie włoskie filmy „giallo”, tak zwane kino eksploatacji i rzecz jasna poluzowanie obyczajów (szalone lata 70.). Faktem jest, że wraz ze zbliżaniem się roku 1980 ekrany zaczęła wypełniać groza znacznie bliższa codziennym realiom. Zamiast pociesznych potworów z gumy, zataczającego się potwora Frankensteina i okutanej bandażami mumii, zaczęli na nas polować maniacy w maskach, za plac swoich okrutnych zabaw wybierając dobrze znane nam przestrzenie. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny, zabójca czyhał nawet w twoim domu, jak w uznawanym za pierwszy film typu „slasher” „Black Christmas” z 1974 roku.

Jednym z większych sukcesów komercyjnych okazał się „Piątek, trzynastego” (1980), wykorzystujący porzucony obóz letni jako arenę krwawych łowów. Okazał się na tyle popularny, że pociągnął za sobą kilka kontynuacji, tworząc postać Jasona Voorheesa. Rok później grupa wizytujących chatę przyjaciół wyzwala demoniczną energię w „Martwym złu”, klasyce kina o leśnych mordach. W następnych latach mieliśmy do czynienia z prawdziwym wysypem filmów o okrutnych zejściach w borach i gaikach, takich jak „The Burning” z 1981, czy „Sleepaway Camp” z 1983 i wielu znacznie mniej budżetowych.

Rewizyta

Za sprawą niezliczonych kontynuacji, parodii i ogólnego zmęczenia tematem, filmy typu „slasher” zostały zepchnięte na margines kultury popularnej. Ale ponownie, za sprawą młodzieńczych inspiracji, po roku 2000 zaczęliśmy obserwować powrót do grozy lat 80., tym razem w dwojakiej formie. Z jednej strony mogliśmy wrócić do tych samych filmów za sprawą fali remaków, bezpiecznych inwestycji wielkich studiów. Na ekrany wrócił Jason (w dwóch wersjach) mieliśmy także do czynienia z nowymi wersjami takich tytułów jak „Wzgórza mają oczy”, „Ostatni dom po lewej”, „I Spit on Your Grave” czy w końcu „Martwego zła”. Z drugiej strony podchodzono do tematyki porzuconych w leśnych ostępach nieszczęśników i polujących na nich monstrów w tytułach takich jak „Droga bez powrotu”, „Śmiertelna gorączka” (z tych mniej ambitnych), czy „Blair Witch Project”, który dodatkowo spopularyzował zabieg przedstawiania fabuły pod płaszczykiem „prawdziwych zdarzeń”.

Ostatnie lata to dla horroru postmodernistyczna zabawa z tropami i paradygmatami. Mamy więc komediowe ujęcie sprawy w norweskim „Dead Snow”, gdzie odpoczywających narciarzy atakują ożywieni naziści, czy „Dale & Tucker vs Evil” w którym po raz pierwszy widzimy horror z punktu widzenia tych „odrażających”, zacofanych wieśniaków. Jednak ostateczną i niejako kończącą pewien etap dla zestawu leśnych strachów zabawę zaproponował Joss Whedon w swoim, znacząco nazwanym, „Domu w głębi lasu”. Zarówno fani klasycznych opowieści z lat 80., jak i szukających nowych rozwiązań mogli przejrzeć się niczym w lustrze własnych strachów, żegnając je niczym starych znajomych. Czy to koniec tego rodzaju rozrywki?

Tak długo jak istnieje pozbawiony współczesnego szumu świat, tak długo jak stoi opatrzona w kominek leśna chata, tak długo jak noc jest ciemna i pełna tajemnicy, tak długo będziemy wysyłać do zbitego z bali domku kolejne zastępy ofiar. Bo strach to to co Nieznane, a kto z nas do końca wie co się dzieje w mrocznych ostępach.

VN:F [1.9.17_1161]
Ocena: 0.0/5 (0 oddanych głosów)

Podobne wpisy:

  1. Domki Bieszczady – odpoczynek w sercu Bieszczad
  2. Śliczne apartamenty w sercu Krakowa
  3. Strach przed działalnością gospodarczą
  4. Fenomen koncertów Meat Loaf’a
Komentarze i pingowanie jest obecnie wyłączone.

Komentarze są wyłączone.