Handlowa szmira goszcząca pod Giewontem ma początek aktualnie na znanej nam dobrze Zakopiance. Najlepsze są małe krasnale. Można je nabyć kierując się w kierunku Zakopca. Są one w przenajróżniejszych postaciach – od malutkiego, kolorowego po olbrzyma w pastelowych odcieniach. Przy drodze znajdują się także stoiska z wytwornymi skórami na kanapę, fotelik czy nawet ścianę. Tej odmiany akcesoria znajdują się aż po deptak Krupówki. Tutaj handel “surwenirami” mniej lub bardziej profesjonalne i związane z regionem przeplata się ze barwnymi wiązadłami, perukami i zabawkami pluszowymi różnej maści. Do tego wszystkiego – jak podają lokalne media – dochodzą tak zwane “zimowe oscypki” innymi słowy ostatni “przebój” w taniźnie pod Giewontem. Co zdziałać, by ocalić resztki godności przed sobą i turystami z kraju? Stosuje się przedziwne certyfikaty, które i tak są lekceważone przez cwanych wyjadaczy handlu. Kary typu mandaty urzędników skarbowych też nic nie dają na dłuższą metę. Góralscy handlarze wiecznie stwierdzają, że wszystko co u nich na stole to autentyczne serki z otrzymują właściciele bacówek. Jak policzono bacówek na Podhalu jest kilkanaście, rozumie się tych prawdziwych Osobiście pytałem się straganiarzy ile mogą wyciągnąć na tym biznesie. W Nowy Rok jedna osoba zarobiła przeszło 6 tysięcy złotych i to podała tylko w przybliżeniu. Niewątpliwie podobnych dni zanadto nie ma w ciągu roku. Jednak Zakopane jest coraz to bardziej znane pomimo wspomnianej i sprzedawanej tanizny i tak chyba zostanie na zawsze. Czasami zazdroszczę, że nie posiadam kawałka placu, aby założyć podobny biznes serkowy.
Szmira zamiast regionalnych wyrobów
Dodane przez goraleczki w dniu 11.01.2010

Kategoria: 
