Certyfikat Energetyczny na rynku pierwotnym nieruchomości jeszcze jakoś funkcjonuje i jest wymagany przy odbiorze budynku wiec ludzie co oddają budynki do użytkowania chcąc nie chcąc muszą takie świadectwo energetyczne zlecić do wykonania, nie mają wyjścia.A za tym wszystkim stoi unia która tak jak to sobie wymyśliła (celowo z małej litery – nie jestem entuzjastą tej ue, która to wszystko ukartowała w imię szczytnej idei dobra dla ziemi i jej klimatu – bzdury). A że Polska należny już do unii to musiała zatwierdzić i przetłumaczyć dyrektywę energetyczną która niestety naprędce wyszedł bubel jak to zwykle w polskim społeczeństwie bywa
Wykonuję Świadectwa Energetyczne w Małopolsce i niestety wielokrotnie się spotkałem z pytaniami przez zleceniodawców po co nam te certyfikaty czy świadectwa energetyczne. Niestety postawiony w niezręcznej sytuacji muszę odpowiadać jakieś bzdury typu po to żeby wiedzieć ile zużywa pan energii a najczęściej mówię ze to wymóg ue i to oni nam to narzucili bo to nie ma sensu tego tłumaczyć, bo i tak bym to logicznie nie wytłumaczył w szczególności że nie lubię kłamać i wiem jak to niestety już działa od środka. A jak nie wiadomo o co chodzi to wiadomo że chodzi o kasę, którą unia chce kiedyś doić na podatku CO2. Kiedyś wcześniej wierzyłem, ale się opamiętałem i uważam tą całą metodologię za bubel prawny który niestety nie ma odzwierciedlenia w życiu praktycznym.
Firmy piszące programy wymyślają coraz to więcej unowocześnień i udoskonaleń aby tylko zgarnąć jak najwięcej klientów, a ceny tych programów są dość duże, a najśmieszniejsze z tego jest że żaden z producentów tego oprogramowania nie daje gwarancji że wynik wyjdzie w 100% poprawny. Tak więc licząc w trzech programach i w czwartym arkuszu kalkulacyjnym możemy uzyskać 4 różne wyniki, a na dodatek ilu Audytorów Energetycznych “certyfikatorów” to również może być tyle innych wyników ze względu na dużą rozbieżność danych w tabelkach z których są pobierane pewne wartości z pewnych widełek (zakresu danych). Tak że jak to mówią wolna amerylanka bez kontroli z góry, bo nawet mi.gov.pl nie potrafi nawet dokładnie sprecyzować co to jest Af czy to jest powierzchnia (f-floor – podłogi) czy użytkowa, a to naprawdę jest bardzo duże znaczenie. Po prostu bałagan niemiłosierny.
Nie mówiąc już o tym że nikt z instytucji państwowych nie zbiera tych danych ze zrobionych certyfikatów chociażby dla potrzeb statystycznych.

Kategoria: 
